✠ VII Piesza Pielgrzymka Tradycji – 3 października 2026.  Dołącz do nas
Nauki pielgrzymkowe · Anno Domini 2021

Kazanie i konferencje maryjne

ks. dr Kamil Mielniczuk

Maryja nasza Hetmanka

Kazania i konferencje wygłoszone podczas II Pieszej Pielgrzymki Tradycji do Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy – 2 października 2021.

Maryja – nasza Hetmanka

KAZANIE – MSZA ŚWIĘTA

Maryjo, nasza Hetmanko! Jezu Chryste, nasz Królu!

Maryjo, nasza Hetmanko! Jezu Chryste, nasz Królu!

Jeżeli te dwa imiona mamy w sercu, jeżeli króluje w nim imię Zbawiciela oraz imię Jego Matki, która oświeca nam drogę, wówczas możemy określić samych siebie jeszcze jednym szczególnym imieniem. Jest to imię dodatkowe, otrzymane przez nas na chrzcie, obok tego, które wybrali nam rodzice. Jest to imię dumne i niosące ze sobą głęboką treść: imię chrześcijanina. Imię „chrześcijanin” wiąże się z wielkimi przywilejami, niesie zobowiązania, ale także do czegoś nas wzywa.

To imię wzywa nas do walki. Zobaczcie, że niektóre święta maryjne mają swoje źródło właśnie w walce. Po zwycięstwie pod Wiedniem papież Innocenty XI ustanowił święto Imienia Maryi. Po zwycięstwie pod Lepanto święty Pius V ustanowił święto Najświętszej Maryi Panny Różańcowej. Imię chrześcijanina jest imieniem wojownika. Imię Maryi daje nam światło pośród mroków wojny, a imię Pana Jezusa jest imieniem, które niesiemy na ustach, idąc w bój. Kościół, do którego należymy, jest Kościołem Walczącym.

Wielu jest dzisiaj takich, którzy chętnie mówią o walce. Podziwiamy walczących pod Wiedniem i Lepanto, podziwiamy krzyżowców. Wielu ma zapał niemal inkwizytorski i najchętniej wypleniłoby wszystkie herezje. To dobrze, lecz może się okazać, że rozminiemy się z prawdziwą bitwą. Czy na co dzień grozi nam starcie z muzułmańskimi wojskami? Czy spotykamy się z wielkim rozwojem islamu w Lublinie? Czy widzimy wokół nas nagły rozwój wojującego protestantyzmu? To wszystko są bitwy dalsze. Natomiast wychodząc z tej świątyni, natychmiast wpadniemy w wir codziennej walki. Czekają na nas bitwy znacznie bliższe.

O co bowiem toczy się cała duchowa kampania wojenna? Toczy się ona o zbawienie nasze i naszych bliźnich. Dlatego każdego dnia czeka nas bitwa z własnymi grzechami i wadami. Jest to walka, od której nie możemy uciec i w której nie wolno nam się poddać. Jestem gotowy powiedzieć, że większym złem i zagrożeniem niż islam czy protestantyzm jest katolik żyjący w grzechu ciężkim. Jest on bowiem zdrajcą. Jest kimś, kto pluje na najświętsze imię, jakie nadał mu Pan Bóg – na imię chrześcijanina. To jest wielka bitwa, a wielu ludzi ją pomija. Całe nasze życie składa się z tej walki i katolik musi być jej nieustannie świadomy.

Naszą codzienną bitwą jest także walka o miłość do bliźniego. Jak często znajduje się w nas nienawiść, kłótnia, pogarda, plotka, zawiść i wiele podobnych rzeczy. Ile razy trzeba walczyć o to, aby potraktować drugiego człowieka jak chrześcijanin – i jak wiele ponosimy w tej walce porażek. Chcemy wytępić herezje i pogaństwo, a nie potrafimy wytępić w sobie niechęci do sąsiada, współpracownika, a nawet członka własnej rodziny. Każde spotkanie z drugim człowiekiem może stać się bitwą o chrześcijańską miłość.

Codziennie stajemy również do walki o naszą wiarę. Skąd bierze się współczesna ignorancja religijna, liberalny katolicyzm czy protestantyzacja wiary? Bardzo często ich źródłem jest zwykła niewiedza i nieznajomość prawdziwej wiary. W wirze codziennych zajęć, nauki, pracy, rozrywek i wielu innych spraw poznawanie własnej religii schodzi gdzieś na dalszy plan. Kapitulujemy, a przez to nie wznosimy murów obronnych przeciw atakom na naszą wiarę.

Wreszcie naszą codzienną walką jest walka o rodzinę. Dzisiaj, gdy cały świat zawzięcie atakuje rodzinę i małżeństwo, szczególnie potrzeba prawdziwie katolickiej rodziny. Widzę w szkole rzesze dzieci, których rodzice skapitulowali w wychowaniu, przegrali bitwę o ich wiarę i o zaszczepienie w nich wartości. Codzienne wychowywanie dzieci, przekazywanie im wiary, ale także troska o własne małżeństwo – wszystko to jest walką.

Dzisiaj zalewają nas wrogowie i potrzeba z naszej strony nowej odsieczy wiedeńskiej. Jednak wróg stojący u bram to najpierw nasz własny grzech, nasze wady i pokusy, które na nas przychodzą. W tym właśnie kierunku musi pójść nasza pierwsza krucjata. Następnie atakuje nas ateizm, coraz szersze odchodzenie ludzi od Boga, porzucanie prawdziwej wiary i pogarda wobec niej. Wrogiem jest szeroko rozumiany liberalizm, czyli odwrócenie się od wszystkich konserwatywnych wartości, które niesie chrześcijaństwo. Jest nim wreszcie atak na sam Kościół, który – według wizji wielu – powinien stać się liberalny, a więc utracić własną istotę. Dzisiaj potrzeba Chrystusowych wojowników, którzy ruszą z odsieczą, tak jak niegdyś ruszył w bój Jan III Sobieski.

Niech Najświętsza Maryja Panna będzie naszą Hetmanką w tej wielkiej walce o nasze zbawienie!

Amen.

ROZWAŻANIE W AUTOKARZE · Maryja prowadzi nas do zwycięstwa

W nawiązaniu do kazania warto przypomnieć jeszcze jeden szczegół. Dnia 12 września 1683 roku, w dzień rozstrzygającej bitwy, król Jan III Sobieski wysłuchał Mszy Świętej, do której sam służył, a następnie przyjął Komunię Świętą. Zobaczcie: król, zaopatrzony w ogrom łask płynących z Ofiary Mszy Świętej i Komunii, otrzymuje od Chrystusa konkretne zadanie. Co słyszy na zakończenie Mszy? „Ite, missa est!”. Dzisiaj łatwo spłyca się te słowa, tłumacząc je po prostu jako: „Idźcie w pokoju Chrystusa”. Tymczasem wezwanie to ma wiele znaczeń. Obwieszcza, że dokonała się Ofiara i że Msza Święta dobiegła końca, ale równocześnie mówi, że wierni zostają posłani w świat jako zaczyn.

„Ite, missa est!” – idź, królu, i walcz w obronie wiary świętej. My także, gdy słyszymy te słowa, zostajemy posłani. Idź do codziennego życia, pokonuj grzech i osiągnij zbawienie. Idź do domu i buduj katolicką rodzinę. Idź do szkoły albo do pracy, bądź tam katolikiem, pociągaj innych do wiary i dawaj świadectwo własnym życiem. Msza Święta nie kończy się w ten sposób, że człowiek zamyka za sobą drzwi kościoła i pozostawia wewnątrz wszystko, co przed chwilą otrzymał. Łaska ołtarza ma zostać poniesiona na pole codziennej walki.

Całe to wezwanie do walki może wydawać się straszne. Tylu wrogów, tyle bitew i tyle wyzwań. Mogłoby się wydawać, że życie jest skazane na porażkę, a człowiek nie wie, co ma robić i dokąd iść. My jednak nie chodzimy po omacku. Mamy Przewodniczkę, która wskazuje kierunek i oświeca drogę: Gwiazdę Morza, Maryję. Ona świeci nam przykładem. Ona wskazuje na swojego Syna, na Jego dzieło zbawienia i na całą pomoc, którą pozostawił nam w Kościele: na Ofiarę Mszy Świętej, sakramenty oraz naukę katolicką. Ona przypomina nam, jak wygrać nasze bitwy.

Dlatego gdy słabniemy w walce z pokusami – wzywajmy imienia Maryi. Gdy znowu wpadamy w grzechy i gdy nasze wady nas pokonują – wzywajmy imienia Maryi. Gdy nie potrafimy odpowiednio traktować bliźniego – wzywajmy imienia Maryi. Gdy ludzie wokół nas szydzą z wiary, a my nie potrafimy być pośród nich apostołami – wzywajmy imienia Maryi. Wielu ludzi doszło do świętości właśnie przez niezwykłą miłość do świętych imion Jezusa i Maryi.

Najświętsza Maryja Panna zawsze była naszą Obrończynią – zarówno w niebezpieczeństwach duchowych, jak i w zagrożeniach doczesnych. My, Polacy, w szczególny sposób obraliśmy Ją sobie za Opiekunkę. Dlatego w historii naszego narodu znajdujemy tak wiele przykładów Jej pomocy. Nie tak dawno czciliśmy Najświętszą Maryję Pannę w Jej cudownym obrazie częstochowskim. Pamiętamy, że właśnie przy murach Częstochowy zatrzymała się straszliwa zagłada potopu szwedzkiego. Jasna Góra stała się znakiem, że naród, który trzyma się Maryi, może odzyskać ducha i podnieść się nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się już stracone.

Podobnie 15 sierpnia czcimy Najświętszą Maryję Pannę Zwycięską. W pamięci narodu dzień ten łączy się z zatrzymaniem armii bolszewickiej. Można dyskutować i można nie wierzyć w opowieści o Jej objawieniu na niebie, lecz nawet bez naszej wiary w taki czy inny nadzwyczajny znak Maryja nie przestaje być Tą, która nas broni. Jej opieka nie zależy od tego, czy człowiek potrafi ją dostrzec. Ona pozostaje Matką i Królową, nawet gdy Jej dzieci nie rozumieją, jak wiele Jej zawdzięczają.

Dzięki Niej naród polski zawsze był w pewien sposób wyróżniony. Nie jesteśmy tylko bezkształtną masą Europejczyków pozbawionych własnej duszy. Jesteśmy narodem, którego nie udało się zniszczyć, któremu nie udało się odebrać ani polskości, ani wiary. Jesteśmy narodem, który wiele razy bohatersko walczył o to, w co wierzył. Nie chodzi o tanią dumę ani o przekonanie, że nie mamy wad. Chodzi o wdzięczność za duchowe dziedzictwo, którego tak często strzegła dla nas Maryja.

Dzisiaj także widzę bohaterów – was. Wokół dokonuje się tyle ataków na wiarę, a wy jesteście w kościele. Tyle propagandy próbuje zmusić człowieka, by myślał inaczej, a naród polski uparcie idzie w niedzielę do świątyni. W Boże Ciało klęka przed Najświętszym Sakramentem, a w uroczystość Matki Bożej Zielnej przynosi do poświęcenia zioła i kwiaty. Te proste znaki są świadectwem, że wiara nie została jeszcze całkowicie wyparta z duszy narodu. Trzeba je cenić, bronić ich i przekazywać następnym pokoleniom.

Nie możemy jednak udawać, że walka jest łatwa. Dzisiaj jest ona naprawdę zażarta. Kiedyś człowiek miał znacznie więcej pomocy. Istniał cały porządek określany słowem Christianitas – chrześcijaństwo przenikało życie społeczne, kulturę, obyczaje i sposób myślenia. Wiara była widoczna niemal wszędzie. Przypominały o niej publiczne manifestacje i wydarzenia religijne, przydrożne kapliczki, prawodawstwo, a także szkoły. Całe otoczenie podtrzymywało człowieka i przypominało mu, że należy do Boga.

Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Życie publiczne jest pełne grzechu, a wiara spotyka się z otwartymi atakami. Droga do Pana Boga pozostaje taka sama, ponieważ nie zmieniła się ani prawda, ani cel naszego życia. Przybywa jednak przeszkód. Dawniej wiele rzeczy pomagało człowiekowi iść prosto; dzisiaj bardzo wiele próbuje go zatrzymać, zawrócić albo przekonać, że droga do Boga w ogóle nie istnieje.

Kiedy wydaje się, że nie została już żadna inna pomoc, pozostaje Najświętsza Maryja Panna. Człowiek może mieć dzisiaj słuszne obawy i pytać: co będzie ze mną? Czy zdołam wytrwać? Czy moje dzieci zachowają wiarę? Czy nie ulegnę naciskowi świata? Z takich lęków oraz z braku mocnego oparcia bierze się wiele upadków. Pan Bóg dał nam jednak na te czasy niezawodny środek zbawienia – Maryję.

Wielu ludzi, poświęcając się Najświętszej Maryi Pannie, otrzymuje niezwykłą siłę, aby wytrwać i nie upaść. Kto daje się prowadzić Maryi, ten dojdzie do Boga, ponieważ Ona nigdy nie zatrzymuje człowieka na sobie, lecz zawsze prowadzi go do swojego Syna. Nie obiecuje drogi pozbawionej krzyża, ale pomaga nie zgubić kierunku.

Dzisiaj Matka Boża Zwycięska chce nadal pomagać nam w walce. Nie chodzi już przede wszystkim o walkę z wrogim wojskiem, lecz z wojskiem szatana. Tak jak niegdyś bolszewicy stali u granic Warszawy, tak każdego dnia u granic naszego serca stoją siły złego ducha. On zrobi wszystko, abyśmy zmarnowali nasze życie wieczne: będzie podsuwał pokusy, zniechęcenie, zwątpienie, pychę, nieczystość, gniew oraz obojętność.

Trzymając się Maryi, zwyciężymy. Dbając o pobożność maryjną, zwyciężymy. Idąc za Jej przykładem, zwyciężymy. Nie jest to obietnica łatwego życia, lecz pewność, że Matka nie opuszcza swoich dzieci w walce. Dlatego prośmy dzisiaj Najświętszą Maryję Pannę, aby wyjednała nam zwycięstwo duchowe, zachowała nas w wierze i doprowadziła do zbawienia.

KONFERENCJA I · Pod sztandarem Niepokalanej

Dzisiaj chcę opowiedzieć o walce. Nie o walce będącej jedynie obrazem retorycznym, lecz o rzeczywistej walce duchowej, która rozpoczęła się u początku dziejów człowieka i będzie trwała aż do końca czasów. Jej pierwszą zapowiedź znajdujemy zaraz po grzechu pierworodnym, gdy Pan Bóg zwraca się do węża:

„Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. – Rdz 3,15

Od tej chwili świat jest podzielony na dwie części: na Królestwo Niewiasty i Jej Syna oraz na królestwo szatana. Nie oznacza to, że istnieją dwie równe sobie potęgi. Bóg jest jedynym Panem, a zwycięstwo Chrystusa jest pewne. Istnieje jednak realna nieprzyjaźń, realny wybór i realna walka o dusze. Człowiek nie może pozostać całkowicie neutralny. Przez swoje decyzje, życie, modlitwę albo grzech opowiada się po jednej ze stron.

Święty Augustyn mówił o Państwie Bożym i państwie diabła. Święty Ignacy Loyola ukazywał dwa sztandary, pod którymi gromadzą się ludzie. Święty Ludwik Maria Grignion de Montfort przeciwstawiał Mądrość Bożą mądrości świata. Różne są obrazy, lecz prawda pozostaje ta sama: istnieje porządek Chrystusa i porządek buntu przeciw Chrystusowi; istnieje droga posłuszeństwa Bogu i droga naśladowania szatana.

Objawienia w La Salette i Fatimie ukazują nam ostatnią fazę tej walki. W przesłaniu fatimskim pojawia się świadomość epoki decydującej bitwy. Pan nasz Jezus Chrystus zadecydował, aby w tej walce szczególną rolę powierzyć swojej Matce. Możemy powiedzieć obrazowo, że Generałem wojsk jest Najświętsza Maryja Panna. Ona jest Pośredniczką wszelkich łask i nieustannie prowadzi wojnę przeciw szatanowi, grzechowi, herezji oraz wszystkiemu, co odrywa ludzi od Boga.

Trzeba od razu dobrze zrozumieć charakter tej wojny. Święty Augustyn podaje zasadę: kochaj błądzącego, ale nienawidź błędu. Walka katolicka nie jest nienawiścią do ludzi. Przeciwnie, walczymy właśnie dlatego, że kochamy dusze i nie chcemy, aby zginęły. Nieprzyjacielem jest grzech, fałsz, herezja i działanie złego ducha. Człowiek błądzący pozostaje kimś, za kogo Pan Jezus przelał Krew i kogo należy ratować.

Jak Najświętsza Maryja Panna prowadzi tę wojnę? Posługuje się środkami. Sama, mocą łaski otrzymanej od Boga, mogłaby zmiażdżyć szatana i nie potrzebowałaby żadnej ludzkiej pomocy. Wolą Bożą jest jednak, aby miała swoje wojsko. Kościół wojujący polega właśnie na tym, że ja osobiście jestem zaangażowany. Nie wystarczy podziwiać świętych i wielkie dzieła katolickie. Trzeba samemu wejść w szeregi.

W miarę jak człowiek idzie za Maryją, pokusy słabną w nim. Nie dlatego, że ustaje wszelka walka, lecz dlatego, że rośnie w nim łaska, czujność i pragnienie dobra. Święty Maksymilian Maria Kolbe widział wyraźnie, że w naszych czasach szczególnie potrzebujemy Najświętszej Maryi Panny jako Hetmanki. Żyjemy w czasach trudnych, gdy większość ludzi odchodzi od Boga, a świat próbuje stworzyć porządek, w którym dla Chrystusa nie ma miejsca.

Pan nasz Jezus Chrystus mówi, że gdyby owe dni nie zostały skrócone, nawet wybrani mogliby zostać zwiedzeni. W konspekcie przywołany został fragment Mt 24,24. Dlatego trzeba zapytać: kto wytrwa? Spójrzmy na Kalwarię. Kto wytrwał pod krzyżem? Pozostała mała garstka skupiona wokół jednej Osoby – wokół Najświętszej Maryi Panny. Ona stała przy Chrystusie wtedy, gdy większość uciekła. Ona także będzie prowadzić ostateczną wojnę.

Święty Ludwik przedstawia apostoła czasów ostatecznych w bardzo wymowny sposób. W prawej ręce trzyma on krucyfiks, w lewej różaniec, a w sercu ma wyryte imiona Najświętszej Maryi Panny i Pana naszego Jezusa Chrystusa. Krucyfiks oznacza Chrystusa. To On musi być centrum naszego życia. Gdzie dzisiaj jest Chrystus? Jest w tabernakulum. Gdzie działa w sposób szczególny? Działa podczas Mszy Świętej, w której odnawia się sakramentalnie Jego Ofiara i staje przed nami całe Jego zbawcze dzieło.

Różaniec jest natomiast znakiem naszego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Jest drogą do zdobywania wielkiej świętości. W chwili, gdy człowiekowi wydaje się, że nie potrafi przeciwstawić się grzechowi i współczesnemu światu, otrzymuje niezwykłą strategię i niezwykły środek zaradczy. Odmawiamy różaniec, ale wciąż robimy to niewystarczająco. Zbyt łatwo traktujemy go jako dodatek, podczas gdy Maryja ukazuje go jako broń dla naszych czasów.

Jak walczymy?

Kościół daje nam wiele środków walki. Najpierw jest Msza Święta – największy skarb, źródło łaski i uobecnienie Ofiary Krzyża. Następnie są sakramenty, przez które Pan Bóg oczyszcza, umacnia i uświęca duszę. Są kazania, które przypominają prawdę, porządkują sumienie i wskazują drogę. Są również grupy przeznaczone dla dzieci, młodzieży i dorosłych: grupy modlitewne, spotkania odbywające się raz w miesiącu, jak Koło „Rycerza Niepokalanej” czy Domowy Kościół, oraz wspólnoty spotykające się co tydzień, jak wskazane w konspekcie „PO”. Wszystkie te formy mają pomagać człowiekowi, by nie walczył samotnie.

Istnieje jednak coś szczególnego – wyjątkowa propozycja. Panu Bogu spodobało się powoływać małe armie, jakby oddziały specjalne. Nie muszą być liczne, ale mają być całkowicie dyspozycyjne, dobrze uformowane i gotowe do działania. Jaka jest ta mała armia? Do tego właśnie prowadzi historia świętego Maksymiliana.

Święty Maksymilian – szaleniec Niepokalanej

Będzie to historia wojownika, którego można nazwać szaleńcem Niepokalanej. Najświętsza Maryja Panna zwraca się do swoich ludzi i wybiera ich w odpowiednim czasie. Tacy ludzie mają dla nas wielkie znaczenie, ponieważ stają się wybranymi narzędziami. Maryja wykorzystuje ich, aby przekazać swoim dzieciom bardzo ważne wskazówki i ratować je w konkretnych niebezpieczeństwach.

Tak działała we wszystkich czasach, lecz na końcu czasów czyni to w sposób szczególny, ponieważ – jak podkreśla duchowość maryjna – są to Jej czasy. Jeżeli w żadnej epoce człowiek nie może dojść do świętości bez pomocy Maryi, to w czasach ostatecznych tym bardziej nie może bez Niej wytrwać i dojść do zbawienia.

Najświętsza Maryja Panna dawała Kościołowi kolejnych ludzi i kolejne środki. Świętemu Dominikowi powierzyła różaniec. Ze świętym Szymonem Stockiem łączy się dar szkaplerza. Święty Ludwik przekazał naukę o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Wreszcie otrzymujemy świętego Maksymiliana Kolbego. Jego program można wyrazić słowami: stajemy wszyscy jak jeden mąż pod sztandarem Tej, która „wszystkie herezje sama zniszczyła”, i która poradzi sobie również z hydrą dzisiejszego bezbożnictwa.

Gdy Rajmund Kolbe miał około dziesięciu lat, ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą, będącą symbolem czystości, oraz czerwoną, oznaczającą męczeństwo. Chłopiec przyjął obie. W tym obrazie zawarł się późniejszy program całego jego życia: całkowita czystość dla Niepokalanej i gotowość oddania życia za Chrystusa.

W 1927 roku powstał Niepokalanów. Po dziesięciu latach był największym klasztorem na świecie i liczył ponad osiemset osób. Nie była to jednak wielka fabryka pozbawiona ducha. Panowała tam najściślejsza obserwancja zakonna. Cały ogrom pracy miał wyrastać z modlitwy, posłuszeństwa, ubóstwa i oddania Niepokalanej.

Ukazywał się „Rycerz Niepokalanej”. Przed wybuchem wojny miał milion prenumeratorów. Niepokalanów stał się największym wydawnictwem. Święty Maksymilian myślał o radiu, telewizji i lotnisku. W 1936 roku pojechał do Berlina na pierwszy pokaz telewizji, ponieważ chciał w przyszłości użyć także tego środka dla chwały Bożej. Nie bał się nowoczesnych narzędzi, pod warunkiem że mogły zostać poddane Niepokalanej i służyć zdobywaniu dusz.

Potem przyszła Azja. Święty Maksymilian rzucił wszystko i wyruszył na misje. Nie znając języka, już po miesiącu wydawał „Rycerza Niepokalanej” po japońsku. Marzył o stworzeniu Niepokalanowa w każdym kraju oraz o wydawaniu pisma we wszystkich językach. Jego plany obejmowały cały świat, ponieważ miłość Niepokalanej nie pozwalała mu myśleć małymi kategoriami.

Następnie przyszły wojna i męczeństwo. Jednak wszystkie wielkie dzieła – gazety, wydawnictwo, radio, zamierzenia związane z telewizją czy lotniskiem – nie były najważniejsze. Najważniejsze było dzieło życia świętego Maksymiliana, przez które chciał uświęcić wszystkich i nawrócić cały świat: Militia Immaculatae, Milicja Niepokalanej. To właśnie jest ta mała armia.

Początek Milicji Niepokalanej

Był rok 1917. Szatan wyraźnie podnosił głowę. Mijało czterysta lat od reformacji i dwieście lat od powstania masonerii, a na Wschodzie rozpoczynała się rewolucja bolszewicka. Święty Maksymilian przebywał w Rzymie i widział wystąpienia masonów, którzy jawnie demonstrowali swoją wrogość wobec Kościoła. Właśnie wtedy zrodziła się myśl stworzenia Milicji Niepokalanej – odpowiedzi nie opartej na ludzkim gniewie, lecz na całkowitym oddaniu się Maryi.

Ktoś może w tym miejscu wyłączyć uwagę i pomyśleć: to nie jest dla mnie. Jestem już w kilku grupach modlitewnych. Święty Maksymilian to przewidział: Milicja Niepokalanej jest dla ciebie. Formuję się przez kilka dni w tygodniu i nie mam czasu na jeszcze jedną grupę. Święty Maksymilian to przewidział: Milicja Niepokalanej jest dla ciebie. Pracuję cały dzień. Milicja Niepokalanej jest dla ciebie. Nie lubię ludzi i nie potrafię prowadzić wielkiego apostolatu. Milicja Niepokalanej jest dla ciebie. Jestem dopiero dzieckiem po Pierwszej Komunii Świętej. Milicja Niepokalanej również jest dla ciebie.

Misja Milicji Niepokalanej nie zakończyła się. Misja świętego Maksymiliana się nie zakończyła. Co więcej, dopiero teraz coraz wyraźniej widzimy, jakim narzędziem był ten święty i jaki skarb Maryja przez niego nam przekazała. Założył strukturę, przez którą każdy katolik może włączyć całe swoje życie w ratowanie dusz. Dlatego święty Maksymilian jest gigantem czasów ostatecznych. Przyjrzyjmy się celowi, warunkom i środkom Milicji Niepokalanej.

„Ona zetrze głowę twoją”. – Rdz 3,15

„Wszystkie herezje Samaś zniszczyła na całym świecie”. – Brewiarz rzymski

„Oni, rycerze, będą rozpowszechniać fundamentalne prawdy katolickiej doktryny i szczególnie walczyć z bezbożnością, wolnomyślicielstwem, religijną obojętnością, sekciarstwem i antyklerykalizmem”.

Cel Milicji Niepokalanej

„Starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków, żydów itd., a zwłaszcza masonów, i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Niepokalanej”.

Cel jest więc podwójny: nawrócenie tych, którzy pozostają daleko od prawdy i łaski, oraz uświęcenie wszystkich. Nie chodzi jedynie o obronę własnego małego świata ani o zachowanie wiary dla siebie. Rycerz Niepokalanej pragnie, aby każda dusza należała do Chrystusa, a drogą do tego celu ma być opieka i pośrednictwo Maryi.

Warunki

Pierwszym warunkiem jest oddać się całkowicie Niepokalanej jako narzędzie w Jej niepokalanych rękach. Drugim – wpisać się do księgi milicyjnej. Trzecim – nosić Cudowny Medalik. Są to warunki proste i dostępne, ale pierwszy z nich sięga bardzo głęboko. Nie chodzi o wpisanie nazwiska do spisu bez wewnętrznej decyzji. Chodzi o rzeczywiste przekazanie Maryi prawa do naszego życia i apostolstwa.

Środki

Pierwszym środkiem jest codzienny akt strzelisty:

„O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami i poleconymi Tobie”.

Następnie należy wykorzystywać dla sprawy Niepokalanej wszystkie godziwe środki, na jakie pozwalają stan, warunki i okoliczności życia. Inaczej będzie działał kapłan, inaczej rodzic, nauczyciel, człowiek chory, osoba młoda czy ktoś obciążony całodzienną pracą. Nie wszyscy mogą robić to samo, ale każdy może oddać Maryi to, czym dysponuje.

Szczególnie poleca się rozpowszechnianie Cudownego Medalika. Wszystko to należy czynić „o ile można”, czyli bez grzechu i bez zaniedbywania obowiązków stanu. Milicja Niepokalanej nie wymaga rzeczy niemożliwych. Przeciwnie, bierze zwyczajne życie człowieka i oddaje je w ręce Maryi.

Istota oddania

Milicja Niepokalanej jest wielkim darem, przez który można nawracać świat i uratować wiele dusz. Papież Pius XII, zachwycony jej duchem, nazywał ją dziełem opatrznościowym. Ktoś może jednak zapytać: na czym właściwie polega jej skuteczność? Przecież mogę pozornie nic wielkiego nie robić. Nie chodzę od domu do domu i nie rozmawiam z ludźmi o wierze. Odmówię przez pięć sekund krótki akt strzelisty, a nie pięciogodzinną modlitwę. W jaki sposób przez coś tak prostego mam stać się świętym i uczestniczyć w nawróceniu świata?

Istotą jest całkowite oddanie Niepokalanej. Oddajemy Jej całą swoją istotę: wszystkie władze duszy – rozum, pamięć i wolę – oraz wszystkie władze ciała, aby Ona nimi rozporządzała. Wtedy nawet najmniejsza czynność może zostać włączona w wielkie dzieło Maryi, ponieważ nie liczy się tylko zewnętrzna wielkość działania, lecz to, czy narzędzie naprawdę znajduje się w Jej rękach.

Pomyślmy o śrubokręcie. Czy sam z siebie coś robi? Leży bezczynnie i wydaje się bezużyteczny. Gdy jednak ktoś weźmie go do ręki, można nim skręcać i naprawiać wiele rzeczy. Podobnie pędzel. Sam nie tworzy obrazu, ale kiedy pozwala się prowadzić ręce artysty, powstaje piękne dzieło. Przez akt oddania w Milicji Niepokalanej stajemy się narzędziami w rękach Maryi, a Ona posługuje się nami, aby cały świat prowadzić do Chrystusa.

Co należałoby powiedzieć ludziom, którzy mówią: „Chciałbym, ale nie mogę”? Święty Maksymilian odpowiadał, że powinni przynajmniej chcieć chcieć. Nie każdy od razu posiada wielki zapał i nie każdy potrafi zdobyć się na heroiczną decyzję. Może jednak poprosić Maryję, aby dała mu pragnienie pragnienia, pierwsze poruszenie woli, od którego zacznie się dalsza przemiana.

Świadectwa drukowane w „Rycerzu Niepokalanej” potwierdzały skuteczność tej drogi. Opisywano nawrócenia żydów, komunistów, masonów i protestantów. Nie chodziło o ludzką propagandę ani o przekonanie, że człowiek własnym sprytem zdobywa dusze. Wszystko działo się dzięki Niepokalanej.

Milicja Niepokalanej leczy z herezji aktywizmu, czyli z przekonania, że najważniejsze jest nieustanne zewnętrzne działanie. Leczy także z pychy, według której wszystko mogę sam, szczególnie w sprawach duchowych. Rycerz działa, ale wie, że owoc nie pochodzi z niego. Święty Maksymilian określał siebie i swoich współpracowników mocnym, pokornym wyrażeniem: „miotła Niepokalanej”. Miotła sama z siebie niczego nie dokona; staje się użyteczna dopiero w ręku tego, kto się nią posługuje.

Od świętego Maksymiliana otrzymaliśmy strategię życia w trudnych czasach. Milicja Niepokalanej daje szeroką odpowiedź, której znaczenie dopiero odkrywamy. Święty Maksymilian jest człowiekiem naszych czasów i doskonale rozumie sytuację człowieka przytłoczonego przez nowoczesny świat. Daje środki zaczerpnięte z katolickiej Tradycji, a zarazem uaktualnione do współczesnych warunków. Dlatego w obecnym momencie Milicja Niepokalanej ma jeszcze większe znaczenie i jest jeszcze bardziej potrzebna niż za jego życia.

W duchowości tego dzieła mówi się o MI 1, MI 2 i MI 3. W naszym rozważaniu szczególnie ważny staje się wymiar MI 2 – zorganizowanej wspólnoty i formacji, która pomaga rycerzowi nie pozostawać samotnym. Świat próbuje bowiem zniszczyć to, co otrzymujemy w kościele. Uczestniczymy we Mszy Świętej i czerpiemy z największego skarbu, ale każdy wie, jak trudno zachować ten skarb choćby przez godzinę.

Wychodzę na zewnątrz i natychmiast zderzam się ze współczesnym światem. Nie wiem, jak mu się oprzeć. To, co przed chwilą przeżywałem, stopniowo zapominam. Człowiek staje się coraz bardziej przytłoczony, samotny i odizolowany. Tęskni za następną Mszą Świętą, ale ona będzie dopiero za dzień, a niekiedy za tydzień. Tęskni za Panem Bogiem, chce wytrwać i chce dowiedzieć się, jak ma żyć.

Właśnie w tę pustkę wchodzi Najświętsza Maryja Panna i mówi: jesteś moim rycerzem, a Ja jestem twoją Hetmanką. Tutaj pojawia się MI 2: wspólnota, regularna formacja, modlitwa i konkretne wsparcie dla człowieka, który pragnie zachować łaskę otrzymaną przy ołtarzu oraz nauczyć się przenosić ją w codzienne życie.

Zachęta

Dzisiaj otrzymujemy wielką szansę. W Wąwolnicy będą nieszpory, a po nich pojawi się możliwość wstąpienia do Milicji Niepokalanej. Trzeba będzie wziąć Cudowny Medalik, dyplomik i karteczkę z deklaracją. Następnie odmówić Akt ofiarowania, wypełnić deklarację i przekazać ją kapłanowi. Z tym aktem związana jest także możliwość uzyskania odpustu zupełnego zgodnie z przewidzianymi warunkami.

Niech nie będzie to tylko formalność ani pamiątka z pielgrzymki. Chodzi o świadomą decyzję wejścia do małej armii Niepokalanej i oddania Jej całego życia. Wraz ze świętym Maksymilianem możemy podjąć jego wielkie hasło: „Zdobyć cały świat dla Chrystusa przez Niepokalaną”.

Anioł Pański

Łaciński tekst modlitwy

Tekst polski

V. Angelus Domini nuntiavit Mariae.

R. Et concepit de Spiritu Sancto.

Ave, Maria, gratia plena…

Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi.

I poczęła z Ducha Świętego.

Zdrowaś Maryjo…

V. Ecce ancilla Domini,

R. Fiat mihi secundum verbum tuum.

Ave, Maria, gratia plena…

Oto ja, Służebnica Pańska.

Niech mi się stanie według słowa twego.

Zdrowaś Maryjo…

V. Et Verbum caro factum est,

R. Et habitavit in nobis.

Ave, Maria, gratia plena…

A Słowo Ciałem się stało.

I mieszkało między nami.

Zdrowaś Maryjo…

V. Ora pro nobis, sancta Dei Genetrix,

R. Ut digni efficiamur promissionibus Christi.

Módl się za nami, święta Boża Rodzicielko,

abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

V. Oremus. Gratiam tuam, quaesumus, Domine, mentibus nostris infunde; ut qui, Angelo nuntiante, Christi Filii tui incarnationem cognovimus, per passionem eius et crucem ad resurrectionis gloriam perducamur. Per eundem Christum Dominum nostrum.

R. Amen.

Módlmy się. Łaskę Twoją, prosimy Cię, Panie, racz wlać w serca nasze, abyśmy, którzy przez Zwiastowanie anielskie Wcielenie Chrystusa, Syna Twojego, poznali, przez mękę Jego i krzyż do chwały zmartwychwstania zostali doprowadzeni. Przez Chrystusa, Pana naszego.

Amen.

KONFERENCJA II · Cudowny Medalik – amunicja wojownika Maryi

Mówiliśmy o rycerzu Niepokalanej, o jego Hetmance i o duchowej walce. Trzeba więc teraz powiedzieć o amunicji wojownika Maryi. Święty Maksymilian chętnie posługiwał się tym obrazem w odniesieniu do Cudownego Medalika. Zanim jednak wyjaśnimy jego znaczenie, trzeba przypomnieć historię, z której ten szczególny znak wyrasta.

Historia objawień przy ulicy du Bac

Skutkiem rewolucji francuskiej było stopniowe burzenie całego społecznego porządku chrześcijańskiego w krajach europejskich. W 1830 roku w stolicy Francji wybuchła nowa rewolucja (Commune de Paris), którą można uznać za zapowiedź rodzącego się socjalizmu i komunizmu. Najświętsza Maryja Panna, walcząca z szatanem, osobiście zaangażowała się w walkę z podnoszącym głowę złem.

Wydarzyło się to w domu macierzystym Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia świętego Wincentego a Paulo, zwanych szarytkami, przy ulicy du Bac w Paryżu. W kwietniu 1830 roku przybyła do tego klasztoru Katarzyna Labouré, aby odbyć nowicjat.

Cztery dni później, w najbliższą niedzielę, 25 kwietnia, nuncjusz apostolski arcybiskup Lambruschini uroczyście wprowadził relikwie świętego Wincentego a Paulo do kościoła Księży Misjonarzy, znajdującego się nieopodal domu sióstr. W trwających tydzień uroczystościach uczestniczyły wszystkie sto dwanaście zakonnic oraz niezliczeni wierni z królem Francji Karolem X na czele. Młoda nowicjuszka modliła się o łaski dla zgromadzeń i dla całej Francji.

Wówczas otrzymała kilkakrotne wizje serca świętego Wincentego, a na początku czerwca – Chrystusa Króla cierpiącego. Siostrę ogarniał smutek związany z przeczuciem zbliżającej się zmiany rządu, jak sama to określiła. Jednocześnie dodała: „Wydawało mi się, że całe zgromadzenie powinno się odnowić i rozciągnąć się aż po krańce świata”. W jej osobistych przeżyciach łączyły się więc zapowiedź cierpienia oraz wezwanie do odnowy i misyjnego rozwoju.

Zanim jeszcze bandyci rozpoczęli krwawe rozruchy nazwane rewolucją lipcową we Francji, wieczorem 18 lipca 1830 roku święta Katarzyna została wezwana do kaplicy przez tajemnicze dziecko, które uznała za swojego Anioła Stróża. Gdy przyszła do kaplicy, po pewnym czasie dziecko ogłosiło: „Oto Najświętsza Panna!”. Po chwili wahania siostra rzuciła się do stóp Maryi, siedzącej na fotelu po lewej stronie ołtarza.

Matka Boża udzieliła jej osobistych rad, następnie wskazała dłonią na stopnie ołtarza i poleciła, aby właśnie tam otwierała swoje serce oraz przychodziła po łaski. Łaski te miały spłynąć na każdego, kto o nie poprosi. Potem Maryja powiedziała: „Bóg pragnie obarczyć cię pewną misją”. Uprzedziła, że pojawią się sprzeciwy, ale Katarzyna ma spokojnie głosić to, co później otrzyma.

Najświętsza Dziewica mówiła również, że nieszczęścia spadną na Francję i że tron zostanie obalony. Wskazywała także na problemy wewnątrz zgromadzenia: nadużycia i przekroczenia, nieprzestrzeganie reguł, wielkie rozluźnienie, nieodpowiednie lektury, marnowanie czasu oraz wizyty wymagające czujności odpowiedzialnych. Maryja Panna zapowiedziała połączenie z dwoma innymi zgromadzeniami szarytek i szczególną opiekę nad nimi, a także liczne nieszczęścia, które spadną na Kościół, zwłaszcza we Francji: kolejne rewolucje oraz mordowanie księży.

Trudno powiedzieć, do jakich dokładnie czasów odnoszą się słowa: „Niektórzy uznają, że wszystko jest stracone, wtedy także będę z wami! Krzyż będzie w pogardzie. Rzucą go na ziemię. Cały świat pogrąży się w smutku”. Jest w nich jednak wielka obietnica: nawet wtedy, gdy ludzie uznają wszystko za stracone, Maryja pozostaje ze swoimi dziećmi.

Dnia 27 listopada 1830 roku nieznanej nikomu nowicjuszce Katarzynie Labouré ukazała się Matka Najświętsza. Była ubrana w białą suknię, okryta srebrzysto-błękitnym płaszczem i welonem, a stopy opierała na kuli ziemskiej. Z Jej otwartych dłoni, skierowanych ku ziemi, wychodziły promienie – symbol łask, które wyprasza ludziom. Wokół Niepokalanej pojawił się napis: „O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”.

Siostra Katarzyna usłyszała polecenie: „Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru”. Usłyszała także obietnicę: „Wszyscy, którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli będą go nosili na szyi”. Po chwili obraz z Matką Bożą obrócił się i nowicjuszka dostrzegła literę „M” z wpisanym w nią krzyżem, a pod nimi serca Jezusa i Maryi. W ten sposób została ukazana także druga strona medalika.

Cuda i rozpowszechnienie medalika

Katarzyna podzieliła się objawieniami tylko z jedną osobą – ze swoim spowiednikiem, księdzem Aladelem. Ten małoduszny kapłan początkowo uważał wszystko za złudzenia. Z powodu ponaglenia Maryi, przekazywanego za pośrednictwem świętej Katarzyny, które w końcu go dotknęło, zdecydował się opowiedzieć o sprawie przełożonym. Oni z kolei przedstawili ją arcybiskupowi Paryża de Quélen w 1833 roku.

Arcybiskup żywo się zainteresował. Spodobał mu się wzór medalika i polecił go wybić, jednak bez podawania informacji o jego nadprzyrodzonym pochodzeniu. Wykonano więc tysiąc pięćset pierwszych medalików i rozprowadzono je w Paryżu. Pierwszy otrzymał sam arcybiskup.

Po wybiciu pierwszej partii zaczęły dokonywać się uzdrowienia i nawrócenia. Ulicę du Bac, przy której znajdował się klasztor i kaplica objawień, zaczęły nawiedzać tłumy paryżan i przybyszów z całej Francji, a z czasem z całego świata. W 1835 roku medalik przyjęło już milion osób, a w 1839 roku – dziesięć milionów.

W styczniu 1842 roku dokonał się jeden z najbardziej spektakularnych cudów w historii Kościoła: nawrócenie Alfonsa Ratisbonne, żydowskiego bankiera, ateisty i człowieka nienawidzącego Kościoła. Za namową przyjaciela, barona Teodora de Bussières, byłego protestanta, zgodził się przez kilka dni nosić medalik.

Wkrótce wszedł do pustego kościoła, ponieważ jego przyjaciel załatwiał sprawy związane z czyimś pogrzebem. Właśnie tam Ratisbonne ujrzał Maryję, ukląkł przed ołtarzem i przeszedł całkowite nawrócenie. Później wszędzie o tym opowiadał, budząc zdumienie. Ostatecznie założył Zgromadzenie Matki Bożej Syjońskiej, którego celem było nawracanie Żydów.

Niezliczone cuda związane z Cudownym Medalikiem – nawrócenia, uwolnienia, uzdrowienia oraz ochrona przed niebezpieczeństwami – trwają po dziś dzień. W Polsce świadectwa takie były i są zgłaszane między innymi do „Rycerza Niepokalanej”.

„Kulka na zło”

Święty Maksymilian mawiał: „Nawet jeśli ktoś byłby najgorszym grzesznikiem, jeżeli zgodzi się nosić Cudowny Medalik, daj mu go i módl się za niego”. Jednocześnie podkreślał, że nie sam medalik nawraca ludzi. Nawrócenia dokonuje Niepokalana. Medalik jest znakiem oddania, przypomnieniem Jej obecności oraz narzędziem, którym Maryja pragnie się posługiwać.

Święty nazywał Cudowny Medalik „kulką na zło”, której powinien używać każdy rycerz Matki Bożej. Mówił, że komu diabeł chce zaszkodzić i kogo chce uwieść, temu pod jakimkolwiek pozorem stara się odebrać Cudowny Medalik. Tak pokazuje doświadczenie. Dlatego nie należy dać się oszukać szatanowi. Maryja dała Cudowny Medalik, więc jest on naszą kulką, aby trafiać do serc.

Święty Maksymilian zachęcał, aby rozdawać medalik wszędzie, gdzie się tylko da: dzieciom, aby zawsze nosiły go na szyi; starszym; a szczególnie młodzieży, aby pod opieką Maryi miała dosyć siły do odparcia tylu pokus i zasadzek czyhających w naszych czasach.

Medalik należy ofiarowywać zwłaszcza tym, którzy nie zaglądają do kościoła, boją się przyjść do spowiedzi, szydzą z praktyk religijnych, śmieją się z prawd wiary, ugrzęźli w błocie moralnym albo przebywają poza Kościołem w herezji. Właśnie takim ludziom trzeba koniecznie proponować medalik Niepokalanej, prosić, aby zechcieli go nosić, a równocześnie gorąco błagać Maryję o ich nawrócenie.

Święty Maksymilian wspominał również, że wielu ludzi szukało sposobu nawet wtedy, gdy ktoś nie chciał w żaden sposób przyjąć medalika. Wszywali go po kryjomu do ubrania i modlili się, a Niepokalana prędzej czy później pokazywała, co potrafi. Dużo jest zła na świecie, lecz trzeba pamiętać, że Niepokalana jest potężniejsza i to Ona zetrze głowę węża piekielnego.

Jak należy rozumieć Cudowny Medalik?

Najważniejsze jest zawsze zaufanie Maryi. Właśnie z tego powodu noszę przedmiot, który w szczególny sposób mi o Niej przypomina. Istnieją przedmioty wyróżnione – takie jak Cudowny Medalik czy szkaplerz – ponieważ łączą się ze szczególnym nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny oraz z konkretną obietnicą i tradycją Kościoła.

Nie wolno rozumieć medalika magicznie. Nie jest talizmanem działającym automatycznie niezależnie od wiary i życia człowieka. Należy on do sakramentaliów. Sakramentalia działają na wzór sakramentów: przez widzialny znak przygotowują człowieka na działanie łaski i wypraszają Bożą pomoc. Potrzebna jest jednak wiara, otwartość na łaskę, zaufanie i właściwa dyspozycja.

Cudowny Medalik może więc stać się kanałem łask, jeśli wiąże się z nim świadomość tego, czym jest, oraz odpowiednie nabożeństwo do Niepokalanej. Nosząc go, przypominam sobie, że należę do Maryi, że mam unikać grzechu, modlić się za błądzących i być narzędziem w Jej rękach. Wręczając go drugiemu człowiekowi, nie daję mu amuletu, lecz powierzam go macierzyńskiej opiece Niepokalanej i zobowiązuję się do modlitwy za niego.

Rycerz Maryi potrzebuje takiej amunicji: nie po to, by ranić ludzi, lecz by uderzać w zło, które więzi ich dusze. Cudowny Medalik ma trafiać do serc, przypominać o łasce, budzić ufność i otwierać drogę do nawrócenia. Bierzmy go więc sami, nośmy z wiarą, rozdawajmy roztropnie i módlmy się, aby Niepokalana posłużyła się tym małym znakiem dla wielkich dzieł.

O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za masonami i poleconymi Tobie.

Relacja i galeria z II pielgrzymki Wszystkie edycje